Miałam według ludzi wymarzone życie. Nigdy mi niczego nie
brakowało. Miałam praktycznie wszystko, czego chciałam. Studiowałam zaocznie,
żeby mieć więcej czasu dla rodziny i chłopaka. Nie musiałam pracować. Mój brat
był jednym z najlepszych przyjmujących na świecie. Chłopak grał w jednym z
najlepszych klubów na świecie, jak nie najlepszym - Zenicie Kazań, w dodatku na
pozycji przyjmującego, też jednego z najlepszych na tej pozycji, a w
reprezentacji USA na pozycji atakującego.
Poznałam
gwiazdę reprezentacji USA w dość typowych dla mnie okolicznościach, a
mianowicie podczas jednego z meczów swojego brata, czyli można było powiedzieć,
że za sprawą swojego rodzeństwa poznałam "miłość swojego życia".
Ludzie śmiało twierdzili, że wpadliśmy sobie w oko od pierwszego wejrzenia. Na
początku zaczynało się niewinnie, Michał myślał, że to przelotny romans, ale
związek mimo odległości, robił się coraz poważniejszy. Mój brat cieszył się, że
Anderson tak uszczęśliwiał jego „oczko w głowie".
Kulminacyjnym momentem naszego związku była przeprowadzka do Andersona.
Myślałam, że związek niczym z komedii romantycznej, będzie jeszcze lepszy, a
wydawało się, że lepszy być już nie mógł. Czułam się z nim jak w raju.
Amerykanin gdyby mógł, uchyliłby mi nieba. Nie można było zaprzeczyć. Dbał o
mnie najlepiej jak tylko potrafił. Tak mówił swoim znajomym i chwalił się tym w
mediach społecznościowych.
Pewnego
dnia, gdy czekałam na swojego ukochanego do późnych godzin wieczornych, a ten
wrócił pijany z jakiejś posiadówki u swojego kolegi z drużyny, zdarzyło się coś
co w ogóle nie należało do scenariusza idealnego związku. Matthew zaczął mnie poniżać,
obrażać, mówić, że mu niedobrze się robi, kiedy na mnie patrzy. Próbowałam
zachować spokój, ale te słowa tak mnie zabolały, bo w końcu byliśmy ze sobą już
długo, a ta podobna sytuacja nigdy nie miała miejsca. Mimo wszystko
odprowadziłam swojego chłopaka do łóżka i pozwoliłam mu w spokoju zasnąć.
Postanowiłam nie robić wielkiej burzy, jak wtedy myślałam, z jednorazowego
występku i przemilczałam całą sytuację.
Gdy wszystko
wróciło do normy, a przynajmniej myślałam, że tak właśnie było, w dość
drastyczny i okropny sposób zostałam sprowadzona na ziemię. I nie skończyło się
to tylko na słowach. Wtedy po raz pierwszy podniósł na mnie rękę. Bo nie
wyraziłam chęci odwiedzenia go na meczu. A dalej się przekonacie jak to się
wszystko potoczyło...
___________________________
Witam Was na moim nowym blogu! :) Postanowiłam stworzyć coś o nieco odmiennej tematyce. Jak się domyślacie,
o aktach przemocy. Mam nadzieję, że Wam się i ten blog spodoba i zostaniecie tu
na dłużej!
Do następnego! :)
Matt :(
OdpowiedzUsuńZostaję ;) Świetny prolog
OdpowiedzUsuńŚwietny początek. Już nie mogę się doczekać ciągu dalszego tej historii :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i weny życzę :)